@mikaofficial007: @Сашуня sugar on my tongue 🤣🤣🤣

Mika
Mika
Open In TikTok:
Region: DE
Friday 17 October 2025 21:42:20 GMT
364
13
2
1

Music

Download

Comments

sashunya_red
Сашуня :
🤤🤤🤤
2025-10-17 22:15:18
1
daniella18kg
Daniella18 :
😍😍😍
2025-10-19 15:37:14
1
To see more videos from user @mikaofficial007, please go to the Tikwm homepage.

Other Videos

List pożegnalny każdego mężczyzny, który nie dał rady... Nie chcę, żeby ktoś teraz robił ze mnie świętego. Nie byłem święty. Byłem zwykłym facetem, który przez całe życie  próbował jakoś przejść przez ten pojebany świat. Czasami wychodziło. Czasami nie. Narobiłem błędów. I to takich, których nie da się wymazać jednym „przepraszam”. Zraniłem ludzi. Rozczarowałem ludzi. Byłem nieobecny, kiedy powinienem być obecny. Bywałem uparty jak osioł i dumny wtedy, kiedy wystarczyło powiedzieć: „Kurwa, masz rację”. Ale też kochałem. Naprawdę. Tylko nie zawsze umiałem tę miłość pokazać. Przez lata wydawało mi się, że miłość wygląda jak praca od rana do nocy. Jak pieniądze. Jak rachunki zapłacone na czas. Jak pełna lodówka. Jak dach nad głową. Jak zapierdalanie wtedy, kiedy inni odpoczywali. Dopiero później człowiek zaczyna rozumieć, że dla bliskiej osoby czasami ważniejsze od pieniędzy jest to, żebyś po prostu usiadł obok niej i był. Bez telefonu. Bez pracy. Bez „zaraz”. Po prostu był. I tego „bycia” czasami zabrakło mi bardziej, niż chciałbym przyznać. Całe życie próbowałem być twardy. Bo facet przecież ma ogarniać. Ma zarabiać. Ma rozwiązywać problemy. Ma nie marudzić. Ma wstać następnego dnia i zapierdalać dalej. Tylko nikt nie powiedział, co zrobić, kiedy facet, który całe życie wszystko ogarniał, pewnego dnia sam przestaje wiedzieć, jak ogarnąć siebie. Więc zaciskałem zęby. Udawałem. Żartowałem. Pracowałem. I robiłem to, co robiłem najlepiej — zapierdalałem dalej. Bo łatwiej było przejechać kolejne kilkaset kilometrów niż zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytanie, dokąd właściwie jadę. Nie chcę, żebyście pamiętali tylko moje dobre strony. To byłoby kłamstwo. Ale nie chcę też, żeby moje błędy stały się całą historią mojego życia. Bo człowiek to nie jest jedna decyzja. Nie jest jednym błędem. Nie jest jednym najgorszym okresem. Człowiek to cała ta popierdolona mieszanka dobrych intencji, głupich decyzji, miłości, strachu, dumy, pracy, porażek, śmiechu i chwil, o których nikt poza nim nie wie. Jeżeli kogoś zraniłem — przepraszam. Jeżeli komuś pomogłem — cieszę się. Jeżeli kogoś kochałem, nawet jeśli nie umiałem tego pokazać — to była prawda. A jeżeli ktoś kiedyś pomyśli o mnie: „Kurwa, szkoda chłopa.” To wystarczy. Nie potrzebuję pomnika. Nie potrzebuję pięknych słów. Nie potrzebuję opowieści, że byłem idealny. Nie byłem. Byłem sobą... Facet, który czasami wiedział, czego chce, a czasami kompletnie się gubił. Facet, który potrafił przenosić góry dla innych, a czasami nie potrafił ruszyć własnego tyłka z miejsca. Facet, który chciał być dobrym człowiekiem, ale nie zawsze potrafił być dobrym człowiekiem. I chyba właśnie na tym polega całe życie. Nie na tym, żeby być bezbłędnym. Tylko żeby mimo własnego rozpierdolu próbować być trochę lepszym człowiekiem niż wczoraj. Więc jeśli macie coś komuś powiedzieć — powiedzcie. Jeżeli kogoś kochacie — pokażcie mu to. Jeżeli tęsknicie — zadzwońcie. Jeżeli spieprzyliście — przeproście. Jeżeli potrzebujecie pomocy — powiedzcie to głośno. Nie czekajcie, aż życie samo zdecyduje za was. Bo życie jest bezczelnie krótkie. I nie ma instrukcji obsługi. Jest tylko to, co zrobiliśmy z czasem, który dostaliśmy. Ja swój czas przeżyłem po swojemu. Nieidealnie. Czasami głupio. Czasami pięknie. Czasami kompletnie bez sensu. Ale naprawdę. I tego jednego nie zamierzam się wstydzić.
List pożegnalny każdego mężczyzny, który nie dał rady... Nie chcę, żeby ktoś teraz robił ze mnie świętego. Nie byłem święty. Byłem zwykłym facetem, który przez całe życie próbował jakoś przejść przez ten pojebany świat. Czasami wychodziło. Czasami nie. Narobiłem błędów. I to takich, których nie da się wymazać jednym „przepraszam”. Zraniłem ludzi. Rozczarowałem ludzi. Byłem nieobecny, kiedy powinienem być obecny. Bywałem uparty jak osioł i dumny wtedy, kiedy wystarczyło powiedzieć: „Kurwa, masz rację”. Ale też kochałem. Naprawdę. Tylko nie zawsze umiałem tę miłość pokazać. Przez lata wydawało mi się, że miłość wygląda jak praca od rana do nocy. Jak pieniądze. Jak rachunki zapłacone na czas. Jak pełna lodówka. Jak dach nad głową. Jak zapierdalanie wtedy, kiedy inni odpoczywali. Dopiero później człowiek zaczyna rozumieć, że dla bliskiej osoby czasami ważniejsze od pieniędzy jest to, żebyś po prostu usiadł obok niej i był. Bez telefonu. Bez pracy. Bez „zaraz”. Po prostu był. I tego „bycia” czasami zabrakło mi bardziej, niż chciałbym przyznać. Całe życie próbowałem być twardy. Bo facet przecież ma ogarniać. Ma zarabiać. Ma rozwiązywać problemy. Ma nie marudzić. Ma wstać następnego dnia i zapierdalać dalej. Tylko nikt nie powiedział, co zrobić, kiedy facet, który całe życie wszystko ogarniał, pewnego dnia sam przestaje wiedzieć, jak ogarnąć siebie. Więc zaciskałem zęby. Udawałem. Żartowałem. Pracowałem. I robiłem to, co robiłem najlepiej — zapierdalałem dalej. Bo łatwiej było przejechać kolejne kilkaset kilometrów niż zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytanie, dokąd właściwie jadę. Nie chcę, żebyście pamiętali tylko moje dobre strony. To byłoby kłamstwo. Ale nie chcę też, żeby moje błędy stały się całą historią mojego życia. Bo człowiek to nie jest jedna decyzja. Nie jest jednym błędem. Nie jest jednym najgorszym okresem. Człowiek to cała ta popierdolona mieszanka dobrych intencji, głupich decyzji, miłości, strachu, dumy, pracy, porażek, śmiechu i chwil, o których nikt poza nim nie wie. Jeżeli kogoś zraniłem — przepraszam. Jeżeli komuś pomogłem — cieszę się. Jeżeli kogoś kochałem, nawet jeśli nie umiałem tego pokazać — to była prawda. A jeżeli ktoś kiedyś pomyśli o mnie: „Kurwa, szkoda chłopa.” To wystarczy. Nie potrzebuję pomnika. Nie potrzebuję pięknych słów. Nie potrzebuję opowieści, że byłem idealny. Nie byłem. Byłem sobą... Facet, który czasami wiedział, czego chce, a czasami kompletnie się gubił. Facet, który potrafił przenosić góry dla innych, a czasami nie potrafił ruszyć własnego tyłka z miejsca. Facet, który chciał być dobrym człowiekiem, ale nie zawsze potrafił być dobrym człowiekiem. I chyba właśnie na tym polega całe życie. Nie na tym, żeby być bezbłędnym. Tylko żeby mimo własnego rozpierdolu próbować być trochę lepszym człowiekiem niż wczoraj. Więc jeśli macie coś komuś powiedzieć — powiedzcie. Jeżeli kogoś kochacie — pokażcie mu to. Jeżeli tęsknicie — zadzwońcie. Jeżeli spieprzyliście — przeproście. Jeżeli potrzebujecie pomocy — powiedzcie to głośno. Nie czekajcie, aż życie samo zdecyduje za was. Bo życie jest bezczelnie krótkie. I nie ma instrukcji obsługi. Jest tylko to, co zrobiliśmy z czasem, który dostaliśmy. Ja swój czas przeżyłem po swojemu. Nieidealnie. Czasami głupio. Czasami pięknie. Czasami kompletnie bez sensu. Ale naprawdę. I tego jednego nie zamierzam się wstydzić.

About