@tnqhwww: Sao tui iu mấy em pouch này quáaa, đựng được nhìu đồ tiện lắm lunn 🐈‍⬛😼 #pouch #pouchmakeup #tuidungmypham #makeup #fypシ゚viral

Kimbap Chiên ★
Kimbap Chiên ★
Open In TikTok:
Region: VN
Saturday 07 February 2026 14:32:55 GMT
517757
5992
11
468

Music

Download

Comments

_josietrann
josietran ༘⋆✿ :
Ko lquan lắm , cho mìn hỏi máy sấy như clip là của hãng nào v ạ 😅☺️
2026-03-09 15:44:27
5
call.me.vyy
Vy Vy và 168 người khác :
Túi đẹp được cái không còn hàng huhu
2026-03-16 15:33:11
0
bacxiune
bac xiu ⋆˚𝜗𝜚˚⋆ :
Tín hiệu vũ trụ: phải sắm thuiiiii ☺️
2026-02-08 11:36:36
1
nguyenphamhongdung
Meoxynh 🐈 :
Mua sao v shop
2026-04-25 07:59:33
0
__t.ngg
tn :
Size gì với size gì v ạ
2026-04-25 17:51:36
0
quyn.haru
quynharu. :
Bỏ vừa máy uốn akio ko mng ơi
2026-03-22 09:21:31
0
zanggg247
Zan mở boxx🎶 :
Xinh quá
2026-04-08 08:51:03
0
iw_traq
trang ấm sủ :
cho e hỏi là size 2xl có đựng vừa máy lm tóc của cenbi kh ah
2026-04-08 14:23:28
0
n.n.n.1975
Gơ Hay Dỗi :
Chéo follower ạ
2026-04-11 02:15:33
0
To see more videos from user @tnqhwww, please go to the Tikwm homepage.

Other Videos

Dziwnie jest mi mówić o tej książce właśnie teraz, gdy skrajnie prawicowa AfD zyskuje w Niemczech coraz większe poparcie. Ale może właśnie dlatego warto o niej mówić. Sam wzrost znaczenia prawicy w Europie aż tak mnie nie dziwi. Psychologia społeczna od dawna pokazuje, że poczucie zagrożenia — wojną, kryzysem, utratą bezpieczeństwa czy własnej pozycji — może przesuwać ludzi w stronę poglądów bardziej konserwatywnych i autorytarnych. Nie jest to oczywiście żelazna reguła i nie każdy liberał pod wpływem strachu nagle staje się konserwatystą. Istnieje jednak dobrze opisane zjawisko określane jako conservative shift: w warunkach zagrożenia większą atrakcyjność mogą zyskiwać idee obiecujące porządek, bezpieczeństwo, silną władzę i ochronę własnej grupy. I nie wyssałem tego z palca — pamiętam, że sporo rozmawialiśmy o tym na zajęciach z psychologii społecznej. Mimo to niezmiennie przeraża mnie i fascynuje łatwość, z jaką polityka potrafi wykorzystać „tych obcych”, „tych imigrantów”, „tych innych”, żeby mobilizować własną grupę. Wskazać zagrożenie. Nazwać winnego. Zbudować poczucie wspólnoty przeciwko komuś. A później przyciągnąć do urn ludzi uwiedzionych wizją narodu, który trzeba przed kimś obronić. Bo podział na „my” i „oni” jest jednym z najbardziej podstawowych mechanizmów psychologii społecznej. Pokazały to już słynne eksperymenty Henriego Tajfela z tzw. grupami minimalnymi: nawet kiedy ludzi dzielono na grupy według zupełnie błahych, arbitralnych kryteriów, potrafili zacząć faworyzować „swoich”. Nie potrzeba więc wielowiekowej nienawiści ani realnego konfliktu, żeby uruchomić myślenie kategoriami grupowymi. Wystarczy stworzyć granicę między „nami” a „nimi”. A kiedy do tej granicy dołoży się strach, poczucie krzywdy i odpowiednio wskazanego wroga, robi się naprawdę niebezpiecznie. Może dlatego świadomość tych mechanizmów jest tak ważna. Nie czyni nas odpornymi na manipulację, ale pozwala przynajmniej czasem zauważyć moment, w którym ktoś próbuje ją zastosować. I właśnie o tym wszystkim — choć nie zawsze wprost — pisze Daniel Kehlmann w „Iluzjonie”. Kehlmann trochę staje w obronie Pabsta, a trochę bezlitośnie obnaża jego słabości. Pokazuje człowieka uwikłanego w system, który krok po kroku przesuwa granice tego, na co można się zgodzić. Pokazuje również brutalność III Rzeszy, pogardę wobec Żydów i sposób traktowania ludzi, których reżim uznał za gorszych lub po prostu użytecznych. Scena ze statystami jest pod tym względem porażająca. Najbardziej interesujące jest dla mnie jednak pytanie o bierność. O to, ile zła trzeba samemu uczynić, żeby stać się jego częścią — i czy w ogóle trzeba zrobić cokolwiek. Może czasem wystarczy odwracać wzrok. Godzić się na kolejne kompromisy. Tłumaczyć sobie, że przecież nie mamy wyboru. Że to nie nasza sprawa. Że jakoś trzeba żyć. „Iluzjon” nie pozostawia w tej kwestii szczególnie wiele miejsca na wygodne interpretacje. Zło nie pojawia się nagle w swojej ostatecznej, najbardziej przerażającej postaci. Rozrasta się stopniowo — karmione strachem, podziałem na „swoich” i „obcych”, konformizmem, oportunizmem i biernością tych, którzy są przekonani, że ich to nie dotyczy. A kiedy orientujemy się, jak daleko zaszło, może być już za późno. Polecam Wam tę powieść.
Dziwnie jest mi mówić o tej książce właśnie teraz, gdy skrajnie prawicowa AfD zyskuje w Niemczech coraz większe poparcie. Ale może właśnie dlatego warto o niej mówić. Sam wzrost znaczenia prawicy w Europie aż tak mnie nie dziwi. Psychologia społeczna od dawna pokazuje, że poczucie zagrożenia — wojną, kryzysem, utratą bezpieczeństwa czy własnej pozycji — może przesuwać ludzi w stronę poglądów bardziej konserwatywnych i autorytarnych. Nie jest to oczywiście żelazna reguła i nie każdy liberał pod wpływem strachu nagle staje się konserwatystą. Istnieje jednak dobrze opisane zjawisko określane jako conservative shift: w warunkach zagrożenia większą atrakcyjność mogą zyskiwać idee obiecujące porządek, bezpieczeństwo, silną władzę i ochronę własnej grupy. I nie wyssałem tego z palca — pamiętam, że sporo rozmawialiśmy o tym na zajęciach z psychologii społecznej. Mimo to niezmiennie przeraża mnie i fascynuje łatwość, z jaką polityka potrafi wykorzystać „tych obcych”, „tych imigrantów”, „tych innych”, żeby mobilizować własną grupę. Wskazać zagrożenie. Nazwać winnego. Zbudować poczucie wspólnoty przeciwko komuś. A później przyciągnąć do urn ludzi uwiedzionych wizją narodu, który trzeba przed kimś obronić. Bo podział na „my” i „oni” jest jednym z najbardziej podstawowych mechanizmów psychologii społecznej. Pokazały to już słynne eksperymenty Henriego Tajfela z tzw. grupami minimalnymi: nawet kiedy ludzi dzielono na grupy według zupełnie błahych, arbitralnych kryteriów, potrafili zacząć faworyzować „swoich”. Nie potrzeba więc wielowiekowej nienawiści ani realnego konfliktu, żeby uruchomić myślenie kategoriami grupowymi. Wystarczy stworzyć granicę między „nami” a „nimi”. A kiedy do tej granicy dołoży się strach, poczucie krzywdy i odpowiednio wskazanego wroga, robi się naprawdę niebezpiecznie. Może dlatego świadomość tych mechanizmów jest tak ważna. Nie czyni nas odpornymi na manipulację, ale pozwala przynajmniej czasem zauważyć moment, w którym ktoś próbuje ją zastosować. I właśnie o tym wszystkim — choć nie zawsze wprost — pisze Daniel Kehlmann w „Iluzjonie”. Kehlmann trochę staje w obronie Pabsta, a trochę bezlitośnie obnaża jego słabości. Pokazuje człowieka uwikłanego w system, który krok po kroku przesuwa granice tego, na co można się zgodzić. Pokazuje również brutalność III Rzeszy, pogardę wobec Żydów i sposób traktowania ludzi, których reżim uznał za gorszych lub po prostu użytecznych. Scena ze statystami jest pod tym względem porażająca. Najbardziej interesujące jest dla mnie jednak pytanie o bierność. O to, ile zła trzeba samemu uczynić, żeby stać się jego częścią — i czy w ogóle trzeba zrobić cokolwiek. Może czasem wystarczy odwracać wzrok. Godzić się na kolejne kompromisy. Tłumaczyć sobie, że przecież nie mamy wyboru. Że to nie nasza sprawa. Że jakoś trzeba żyć. „Iluzjon” nie pozostawia w tej kwestii szczególnie wiele miejsca na wygodne interpretacje. Zło nie pojawia się nagle w swojej ostatecznej, najbardziej przerażającej postaci. Rozrasta się stopniowo — karmione strachem, podziałem na „swoich” i „obcych”, konformizmem, oportunizmem i biernością tych, którzy są przekonani, że ich to nie dotyczy. A kiedy orientujemy się, jak daleko zaszło, może być już za późno. Polecam Wam tę powieść.

About