BLVM :
Mieliśmy tam jako ZAiKS stoisko i przyjechaliśmy z naszym mobilnym studiem nagraniowym „Rapomat” we współpracy z Flightcore Studio. Ludzie nagrali ponad 30 zwrotek, więc z naszej perspektywy wynik był naprawdę dobry. Byliśmy drugi rok z rzędu i mam kilka przemyśleń – jako aktywny muzyk, ale też zwykły uczestnik festiwali.
Mam wrażenie, że problem jest dużo szerszy niż sam line-up. Karnet kosztuje dziś około 500 zł, a wiele osób zaczyna porównywać taki wydatek z krótkim wyjazdem za granicę czy innymi formami spędzania czasu. O samą muzykę jest też dziś dużo łatwiej niż kiedyś – wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
Do tego Rap Stacja bardzo mocno zbudowała swoją pozycję i dla wielu osób stała się festiwalem, na którym można zobaczyć praktycznie całą scenę. W takiej sytuacji sam line-up przestaje być wystarczającym argumentem. Trzeba budować wydarzenie doświadczeniem, atmosferą, dodatkowymi inicjatywami i czymś, czego nie da się przeżyć przez Spotify.
Mam też wrażenie, że sporo artystów z obecnej fali korzysta z bardzo podobnych patentów, przez co koncerty zaczynają się ze sobą zlewać. Kiedy słuchasz tego przez kilka godzin, coraz trudniej o moment, który naprawdę zapada w pamięć.
No i jeszcze jedna rzecz – bardzo rzuciła mi się w oczy średnia wieku. Widziałem znacznie mniej osób 25–35+, czyli ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu stanowili ogromną część publiczności. Być może młodsi fani konsumują muzykę inaczej i nie mają już aż takiej potrzeby uczestniczenia w koncertach swoich ulubionych artystów.
To oczywiście tylko moje obserwacje. Jestem ciekaw, jak Wy to widzicie.
2026-07-05 21:58:51