ech:/ :
Niestety u mnie w pracy jest tak, że choć mam bardzo miłych kolegów, przyjęło się że 85-90% spraw bieżących załatwiają kobiety. Natomiast mężczyźni skupiają się na sprawach bardziej wzniosłych: pracy naukowej i rozwoju. Nam mimo ambicji, nie starcza już na to czasu, okazji czy siły. Zgodziłabym się, że może osoby decyzyjne rozdają zadania wg kompetencji i my po prostu głupsze jesteśmy, gdyby były odstępstwa od tej normy: jeden głupszy facet, wykonujący ten ogrom spraw pilnych z nami, lub jedna bystrzejsza kobieta z nimi, ale nie- płeć definiuje zadania, płeć daje lub odbiera możliwości do rozwoju. Ja i kolega dostaliśmy do wykonania 2 podobne projekty. On od września zajmował się tylko tym, angażując się w jeden jedyny poboczny temat. Ja poza oboma powyższymi miałam dziesiątki, jeśli nie setki innych większych i mniejszych zadań. Niektóre karkołomne. Nie jestem jakąś wojująca feministką, ale takie podejście jest deprymujące. No i się zaciska zęby, pokazując, że dam radę. Tylko nie wiem, czy tym sposobem wypracuję sobie kiedykolwiek ich pozycję, czy raczej zabetonuję swoją. Czy udowadniam, że mogę być im równa, czy raczej że równa nie jestem, bo w końcu moja kariera nie układa się tak płynnie, a na osiągnięcia poboczne już nie ma zasobów. Najgorsze, że nikt tu nie ma złej woli. Po prostu takie są realia, panują pewnie od zawsze, a mężczyźni chyba nawet nie są ich świadomi. Prawdopodobnie nawet nie dostrzegają znaczenia i ogromu pracy które biorą na siebie ich koleżanki. Nikt się nad tym nie zastanawia. Mężczyźni pracują od większości z nas dłużej. Być może jest przekonanie, że jako nowsze pracownice musimy pracować więcej i ciężej. Ale bardzo jestem ciekawa jak wyglądałaby pozycja nowoprzyjętego kolegi, gdyby się taki pojawił. Może się mylę i nie miałby lepiej niż my. Może
2026-08-31 12:06:23