k_ainiusia777 :
Moje dziecko mieszka w internacie i widzę, do czego w praktyce doprowadziły te zmiany. Ona i jej koleżanki chodzą na obiady, ale często prawie nic nie jedzą. Bywa, że normalny obiad zjadają dwa razy w tygodniu, a przez resztę dni zostają im właściwie śniadanie i kolacja. Część dzieci po wyjściu ze stołówki idzie do KFC albo McDonald’s i prosi rodziców o dodatkowe pieniądze, bo są po prostu głodne.
I naprawdę trudno uznać to za sukces zdrowego żywienia. Zanim wprowadzono tak daleko idące zmiany, należało zrobić pilotaż w wybranych szkołach i internatach, sprawdzić, co dzieci rzeczywiście jedzą, ile jedzenia wraca z talerzy i czy nowe zasady nie powodują dokładnie odwrotnego efektu.
Dzieci nie chcą jeść niedoprawionych potraw ani pić niesłodkich kompotów tylko dlatego, że ktoś odgórnie uznał, że od teraz tak ma wyglądać ich dieta. Można edukować, można proponować zdrowsze posiłki, ale nie można ignorować faktu, że jeśli dziecko obiadu nie zje, to pójdzie kupić coś innego.
I pozostaje jeszcze jedno pytanie: skoro takie zasady mają być tak dobre i zdrowe, dlaczego podobne ograniczenia nie obowiązują w takim samym zakresie wszędzie, także w stołówkach dla dorosłych? Dlaczego eksperyment zaczyna się właśnie od dzieci? Dla mnie sposób wprowadzenia tych zmian jest kompletnie niezrozumiały.
2026-09-16 19:53:08