Patrycja :
przyśnił mi się dziadek , który zmarł 10 lat temu. Miał pretensje, że nie przychodzę. Po tym śnie stwierdziłam, że w niedziele pojedziemy z mężem i dziećmi zapalić mu znicz. Jak przyszłam na cmentarz to mówię „jestem dziadek, już nie musisz przychodzić i mnie straszyć”. Zaświeciłam znicze, pomodliłam się i do auta. W aucie okazało się, że syn zgubił smoczek i zostawił go na ławeczce przy grobie, wróciłam. Jest. Do auta. Do stacyjki. Nie mam kluczy. Wyszłam z auta, przeszukałam płaszcz, koło auta wszystko - nie ma. Mówię pewnie zostały na cmentarzu więc wróciłam koło grobu, nie było. Okazało się, że były na siedzeniu w aucie. Ruszyliśmy, jedziemy już dobre 10 minut, nagle mąż zawraca bo nie ma telefonu, a świecił latarką na cmentarzu. Wróciłam do dziadka a telefon leżał z nadal włączoną latarką podświetlając idealnie zdjęcie dziadka. I można uznać mnie za wariatke ale jak spojrzałam na uśmiech dziadka na zdjęciu to w głowie znikąd pojawiły mi się jakby jego słowa „no to dzisiaj wyodwiedzałaś mnie za wszystkie czasy”. Lubił się droczyć i wiem, że maczał tego dnia w tym swoje paluchy🩵
2026-11-02 21:49:46